MOJA HISTORIA

Od Michała

Kilka tygodni temu obejrzałem w sieci krótki, życiowy filmik, mówiący o tym, że to jak postrzegamy świat, jest subiektywne, bo zdefiniowane jest przez punkt, w którym obecnie siedzimy. Zdawało mi się wtedy, że doskonale to rozumiem i świetnie czuję, o czym jest mowa.

W tamtym momencie byłem facetem „w drodze do” szczęścia/ założenia rodziny/ czy też jakiegokolwiek innego symbolu sukcesu i dobrobytu. W tamtym momencie nie zdawałem sobie sprawy jak drobne zdarzenie losu, niczym mrugnięcie oka, może zmienić tę drogę na bardzo wyboistą i trudną.
Był jasny dzień, ogromne połacie śniegu na stokach. Wysoko w górach padał śnieg i było trochę mgliście, ale czekaj – nic nie jest w stanie Cię powstrzymać, kiedy jesteś na wymarzonych wakacjach w Szwajcarskich Alpach z ukochaną Ci osobą i przyjaciółmi. Kiedy reszta załogi postanowiła zrobić sobie przerwę, zdecydowałem się, że jeszcze mi mało i muszę po raz kolejny poćwiczyć moje snowboardowe umiejętności na jednym z tych czadowych snowparków. Na początku zjeżdżałem sobie w dół, obserwując tamtejsze przeszkody, ale pod koniec zatrzymałem się, ponieważ zobaczyłem jedną z przeszkód którą wielokrotnie pokonywałem. Przyjrzałem się jej chwilę i zdecydowałem, że spróbuję. Przeszkoda była oddalona zaledwie pięć do dziesięciu metrów od mojej deski, okazało się jednak, że ta odległość wraz z nachyleniem stoku była wystarczająca, żeby nabrać zbyt dużej prędkości przy najeździe. W efekcie moja deska wyślizgnęła się do góry, moje ciało obróciło się tyłem do stoku, a ja przy tej pogodzie straciłem orientację w powietrzu, jak i kontrolę nad deską. Wszystko to sprawiło, że lecąc przez około dwie, trzy sekundy kilka metrów nad ziemią, nagle uderzyłem o stok, stykając się z nim na granicy szyi i górnej partii pleców. Siła uderzenia była tak wielka, że natychmiastowo poczułem jak moje ciało ogarnia paraliż, idący od klatki piersiowej aż do stóp. Jedyną rzeczą, którą jaką byłem w tamtym stanie zrobić było machanie rękoma i wołanie o pomoc. Na szczęście zostałem szybko zauważony, przez jednego snowboardera, który pomógł mi sprowadzić pomoc, potem była już tylko droga w dół stoku i prosto do szpitala…

Tam, po szybkiej diagnozie otrzymałem już narkozę i poszedłem pod „nóż”… Lekarze stwierdzili, ze operacja przebiegła pomyślnie. W mojej szyi umieszczone zostały: tytanowa płytka, sześć śrub i dwie dodatkowe kosteczki wycięte z mojej miednicy

Wszystkie te wiadomości zostały dodatkowo wzmocnione informacją, że mój rdzeń kręgowy został zerwany i że resztę życia spędzę na wózku inwalidzkim. Niezłe wieści dla faceta, który trenował sport, w szczególności siatkówkę i siatkówkę plażową, niemal każdego dnia przez połowę swojego życia. Deser? Podstępne ubezpieczenie może nie pokryć kosztów rehabilitacji oraz tych związanych z procesem powrotu do normalnego życia.

To prawda, moje życie przewróciło się do góry nogami – planowałem otworzyć własną firmę, założyć rodzinę i cieszyć się ukochanymi sportami przez resztę mojego życia – teraz przykuty jestem do szpitalnego łóżka z ograniczonymi funkcjami życiowymi i długą drogą do wyzdrowienia.

Ale jest coś jeszcze… wypadek może i sparaliżował moje nogi, brzuch, plecy, ale nie sparaliżował mojego umysłu. Umysłu wytrwałego w dążeniu do celu „zdobywcy”, wojownika i po prostu chłopaka pełnego pozytywnej energii. Co więcej, wokół mnie mam bliskie mi osoby, które są gotowe, aby mi towarzyszyć w tej trudnej drodze. Przyjaciele i rodzina, na których zawsze mogłem liczyć – w szczególności moja ukochana Agata i moja siostra Iza. Z całym tym wsparciem mam wystarczająco dużo motywacji, odwagi i wiary w to, aby nigdy się nie poddawać i powrócić do normlanego życia.

To tak jak idealnie wykonany as serwisowy w siatkówce plażowej. Przeciwnicy patrzą na szybującą piłkę i są pewni, że wyjdzie ona w out, więc nawet nie reagują. Jednak piłka jest uderzona tak precyzyjnie, że przy linii końcowej boiska zmienia ona swoją parabole lotu i wpada w boisko. Wiele osób, nawet lekarze mogą teraz myśleć, że to ja jestem „out”. W tej chwili rzeczywiście może to wyglądać jakbym był poza grą. Ale z precyzją włożoną w ciężką pracę i pasję, wierzę, że jeszcze zmienię moją parabolę lotu i wląduję w boisku, dokładnie tak samo jak ten idealny as serwisowy.

HISTORIA MICHAŁA

Z perspektywy Agaty

Hej. Mam na imię Agata, w chwili obecnej znajduję się w malowniczej miejscowości Laax usytuowanej w dolinie szwajcarskich Alp, z moim jedynym Michalem.
To miał być jeden z tych najwspanialszych wyjazdów. Wiecie: białe szaleństwo, przyjaciele, snowboard, najlepsze stoki w Alpach Szwajcarskich, a co najważniejsze: On! ☺ Sympatyczne oderwanie się od mojego zalatanego życia stewardessy. Nasz pierwszy dzień pobytu był wspaniały! Było słonecznie i biało – wymarzone warunki pogodowe dla takich miłośników sportów zimowych jak my. Doświadczenie dnia pierwszego sprawiło, że w nadchodzących dniach oczekiwaliśmy jedynie więcej radosnych przygód i zabawy. Jako, że to był dopiero mój czwarty dzień na desce w życiu, bardzo intensywnie pracowałam nad swoimi umiejętnościami i techniką.

Kolejnego dnia warunki pogodowe były jednak dalekie od idealnych. Nie było już słonecznie i biało, lecz mgliście, ponieważ wysoko w górach pojawiły się obfite opady śniegu. Nie przejęłam się zbytnio pogodą i dalej dawałam z siebie wszystko na zajęciach, które miałam tego dnia. Chciałam jak najszybciej opanować technikę, aby móc, choć trochę, zbliżyć się poziomem do umiejętności Michała. Naszym celem była jedynie wspólna jazda na desce.

Wróciłam do hotelu w okolicach 17:00, ale Michała tam jeszcze nie było. Nie wrócił ze stoku. Czas mijał, a ja stopniowo zaczynałam się martwić, bo z tego co wiedziałam stoki zamykano o 16:30. Robiło się coraz ciemniej i mój umysł zaczynał podsuwać przeróżne wizje okropności, które mogły się Jemu przydarzyć. Wreszcie około 19:00 zadzwonił telefon. Był to telefon ze szpitala w Chur. Nie miałam bladego pojęcia, gdzie się znajduje ten szpital, ale przy pomocy przedstawiciela firmy organizującej wyjazd oraz moich przyjaciół, którzy byli w Szwajcarii razem z nami, udało mi się dotrzeć do Chur. Tam dowiedziałam się, że moje najgorsze wyobrażenia okazały się prawdą. Stało się coś okropnego: Michał miał wypadek i wymaga natychmiastowej operacji kręgosłupa.

W mojej głowie układały się setki pytań: kiedy, gdzie, jak to się stało, w jaki sposób, dlaczego?! Po mniej więcej dwóch godzinach otrzymałam odpowiedzi na większość z moich pytań. Jeżdżąc na snowboardzie 8 marca 2016 Michał niefortunnie upadł na plecy w okolicach karku. Natychmiast został zwieziony z góry i przetransportowany do najbliższego szpitala, aby jak najszybciej przeprowadzić operację na kręgosłup.. Teraz jest w szpitalu w Chur (niedaleko Zurychu). Niestety okazało się, że Michał stracił czucie od klatki piersiowej w dół; na szczęście zachował sprawność w rękach.IMG_7378

Następnego dnia po operacji Michałowi przeprowadzono badania tomograficzne i profesjonalny rezonans magnetyczny, które wykazały poważne uszkodzenie neuronów rdzenia kręgowego na poziomie kręgu siódmego odcinku szyjnego kręgosłupa. Lekarze powiedzieli nam, że Michał nigdy więcej nie będzie chodził. Ta straszliwa diagnoza była dla nas ogromnym szokiem.

Nadal przebywam w kurorcie narciarskim Laax i będę tutaj przez pięć kolejnych dni. Na szczęście dzięki mobilnej pomocy naszych przyjaciół Pauliny i Pawła mogę codziennie być przy Michale. Jednak Paulina i Paweł muszą niedługo opuścić Szwajcarskie Alpy i powrócić do swojego codziennego życia, w związku, z czym nie będziemy już mogli odwiedzać wspólnie Michała. Mimo wszystko, muszę być silna dla Michała i trwać przy jego boku; nie mogę się poddać. Nie umiem wyrazić słowami tego jak bardzo przerażona jestem zostając tu całkiem sama, oraz jak bardzo nienawidzę tego, że Michał będzie musiał wkrótce założyć koła treningowe i rozpocząć naukę wszystkiego od początku. Najgorszą jest dla mnie myśl, że Michał będzie musiał pożegnać się (mam nadzieję, że nie na długo) ze sportem, w szczególności z jego ukochaną siatkówką plażową.

Naszym najgorętszym problemem w tej chwili jest ubezpieczenie. Wszyscy wiemy jak droga jest Szwajcaria, a my już dawno przekroczyliśmy limit odszkodowania drobnej polisy z wyjazdu. Dodatkowo drugi ubezpieczyciel Michała umywa ręce i robi problemy z pokryciem kosztów leczenia wypadku w Europie. Michał wymaga podjęcia natychmiastowej specjalistycznej rehabilitacji i fizjoterapii, co będziemy najprawdopodobniej organizować w Polsce, ponieważ koszty terapii w Szwajcarii lub Dubaju (tam, gdzie mieszkamy przez ostatnie 4 lata) są niewyobrażalnie wysokie…

Każdy mój poranek jest teraz taki sam: szary, przerażający, zimny, rozpaczliwy. Nie mogę uwierzyć, że to się przydarzyło mojemu mężczyźnie, najlepszemu na świecie, temu jedynemu, o którym całe życie marzyłam. Codziennie budzę się z marzeniem uczynienia go szczęśliwym, ale jego obrażenia i ból niezwykle to teraz utrudniają. Wiem, że Michał jest silny. To, z kolei, daje mi siłę, aby walczyć. Siła dwojga!a Teraz zrobię wszystko, aby stać się jego nogami, jego plecami, jego podporą, jego wszystkim. Mam nadzieję na lepsze i całym sercem wierzę, że z czasem mój ukochany będzie znowu taki szczęśliwy i radosny, jaki był zawsze.

Ale wiecie co? Kiedy patrzę tak w jego oczy, nie widzę nic szarego, przerażającego, zimnego czy rozpaczliwego. Zamiast tego promieniuje z nich światło nadziei, światło wiary i miłości, które dadzą nam siłę, aby razem go podnieść. Tak jak Michał robił to dotychczas ze mną :)

Pamiętacie, by doceniać to, co posiadacie! Ja codziennie jestem niewymownie wdzięczna za to, że Michał jest w moim życiu.

KIM JEST MICHAŁ?

słowami Darrena Timmsa

Mógłbym rozpocząć od opisu tych wszystkich wspaniałych cech, które Michał posiada, ale byłby to zbyt długi wywód. Zamiast tego może powinienem skupić się na tym, ile Michał robi dla innych, choć byłaby to relacja jeszcze dłuższa, bo Michał jest Człowiekiem niezwykłym. W egoistycznym świecie zawsze gotowych do brania, Michał jest osobą, która daje.

Kiedy mówię, że daje, nie mam na myśli wartości materialnych, darowizn pieniężnych; mam na myśli coś o wiele cenniejszego. Jego czas. Jego zainteresowanie. Jego troskę. Jego życzliwość i serce. Robi to, nigdy nie prosząc o nic w zamian. I teraz Michał potrzebuje naszej pomocy. Teraz nadszedł czas, aby świat odwdzięczył się Michałowi. Właśnie teraz, bo właśnie teraz tego najbardziej potrzebuje.

Zrządzeniem okrutnego losu, podczas wyjazdu snowboardowego do Szwajcarii Michał ucierpiał w straszliwym wypadku. Na jego skutek został sparaliżowany od pasa w dół; jego rdzeń kręgowy został przerwany i wymaga intensywnej rehabilitacji, aby Mika miał szansę na powrót do aktywnego życia, do którego został stworzony.

Niestety, firmy ubezpieczeniowe, jak to mają w zwyczaju, umywają ręce i nie uznają swojej odpowiedzialności w tej sprawie. Naturalnie są w tym najlepsze… Michał został w obcym kraju na oddziale intensywnej terapii, potrzebuje natychmiast rozpocząć rehabilitację, która pochłonie wiele środków, a tych, niestety, Michał nie posiada.

W takich chwilach jak ta, Ludzkość ma możliwość zademonstrowania swojej kochającej, pełnej wdzięczności natury, opiekując się jednym ze swoich prawdziwych bohaterów.

Mika pędzi przez życie z werwą i wigorem. Zagorzały sportowiec, całym sercem oddany siatkówce plażowej, która jest jego pasją. Wszyscy wiedzą, że aby spotkać Michała trzeba po prostu przyjść na plażę Kite Beach w Dubaju w którykolwiek weekend czy też wieczorem w ciągu tygodnia, bo Mika na pewno właśnie dzieli się tam swoją pasją do sportu, a przede wszystkim swoją pasją do życia.

Jeśli jednak akurat nie gra w siatkówkę, to znaczy, że właśnie gdzieś ćwiczy swoje umiejętności aktorskie. Próbką ekspresji aktorskiej Michała jest jego najświeższy występ w krótkiej anglojęzycznej produkcji, którą serdecznie polecam twojej uwadze:

A tutaj Michał robi to, co potrafi najlepiej – tworzy, inspiruje i zaraża entuzjazmem:

Nasza planeta potrzebuje marzycieli, poetów, pisarzy. Gawędziarzy pełnych przebojowości i energii. Podróżników, witających każdą istotę ludzką, jako członka jednej wielkiej rodziny, w poszukiwaniu tego najbardziej ulotnego stanu: Pokoju! Michał jest tym wszystkim.

Wizjonerem, potrafiącym wyjrzeć poza horyzont przywar Ludzkości i widzącym naszą świetlaną, pełną radości przyszłość. Większość zadowala się jedynie czytaniem o takich rzeczach, ale nie Mika. On zakasa rękawy i swoją ciężką pracą sprawia, że chcemy być najlepszą możliwą wersją siebie, pociąga nas za sobą: młodych, starych…

Bez dwóch zdań, Świat potrzebuje takich ludzi jak Michał, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby Mika miał jak największe szanse na kontynuowanie swojej misji. Im szybciej, tym lepiej.

Proszę, zrób, co możesz, aby zapewnić mu niezbędne leczenie.

Wszyscy Stanowimy Jedno.